Tłumaczenie na żywo w Tłumaczu Google przestało wymagać wpatrywania się w ekran. Od 4 września 2026 roku na Androidzie można przełączyć się do innej aplikacji albo zablokować telefon, a sesja tłumaczenia dalej działa. Tego samego dnia Google udostępnił użytkownikom iPhone’ów na całym świecie tryb słuchania, w którym tłumaczenie leci przez słuchawkę telefonu, bez słuchawek i bez włączania głośnika.
Obie zmiany opisał Sasha Kapur, product manager Tłumacza Google, we wpisie na firmowym blogu. Firma uzasadnia je własnymi danymi o użyciu: ponad jedna trzecia sesji tłumaczenia na żywo trwa dłużej niż pięć minut. Przy takiej długości konieczność trzymania aplikacji na wierzchu przestaje być drobiazgiem.
Sesja przeżywa zablokowanie ekranu
Google przedstawia pracę w tle jako nowość dla Androida, a strona pomocy opisuje zachowanie dokładniej: sesja ma być kontynuowana, kiedy przełączysz aplikację, zminimalizujesz ją albo ekran się zablokuje. Wcześniej te same czynności przerywały tłumaczenie.
Zysk jest łatwy do wyobrażenia w podróży. Rozmowa z recepcjonistą i jednoczesne sprawdzenie numeru rezerwacji w skrzynce pocztowej to dwie czynności, które do tej pory się wykluczały. Podobnie z nasłuchiwaniem komunikatów na dworcu, kiedy telefon leży w kieszeni ekranem do dołu.
Na iOS praca w tle jeszcze nie działa. Google pisze, że obsługa tego systemu pojawi się wkrótce, ale nie podaje terminu.
iPhone dostaje to, co Android ma od czerwca
Druga nowość idzie w przeciwną stronę i wyrównuje zaległość Apple’a. Tryb słuchania pozwala przyłożyć telefon do ucha jak przy zwykłej rozmowie i usłyszeć tłumaczenie prosto ze słuchawki urządzenia. Google podaje przykłady, w których to ma sens: komunikaty na hałaśliwym lotnisku albo oprowadzanie z przewodnikiem, kiedy słuchawek akurat nie ma pod ręką.
To nie to samo co tłumaczenie przez podłączone słuchawki, które na iPhone’ach działa od marca 2026 roku. Tryb słuchania bez słuchawek Google uruchomił najpierw na Androidzie, w czerwcu 2026 roku, razem z nowym modelem audio.

Pod spodem pracuje Gemini 3.5 Live Translate
Modelem odpowiedzialnym za dźwięk jest Gemini 3.5 Live Translate, zaprezentowany 9 czerwca 2026 roku. Według Google system sam rozpoznaje ponad 70 języków i generuje mowę w sposób ciągły, zamiast czekać, aż rozmówca skończy zdanie. Firma deklaruje, że tłumaczenie zostaje kilka sekund za mówiącym i zachowuje jego intonację, tempo oraz wysokość głosu. Niezależnych pomiarów opóźnienia ani jakości nikt dotąd nie opublikował, więc na razie są to twierdzenia producenta.
Cały generowany dźwięk Google znakuje wodnym znakiem SynthID, niesłyszalnym dla człowieka i wplecionym bezpośrednio w ścieżkę audio. Firma tłumaczy to potrzebą rozpoznawania treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję.
Sama funkcja tłumaczenia na żywo ma cztery tryby, a wybór ma znaczenie dla tego, kto usłyszy tłumaczenie:
- Słuchanie – dźwięk trafia do słuchawek albo do słuchawki telefonu przyłożonego do ucha. Bez podłączonych słuchawek na iOS opcja bywa wyszarzona.
- Rozmowa – tłumaczenie leci z głośnika lub słuchawek, a rozmówcy mówią na zmianę.
- Tylko tekst – żadnego dźwięku, wyłącznie zapis na ekranie.
- Ustawienia niestandardowe – ręczny wybór między tekstem, głośnikiem i słuchawkami.
Osobno działa tryb twarzą w twarz, który dzieli ekran na pół i pokazuje każdej osobie transkrypcję oraz tłumaczenie w jej własnym języku.
Polski jest na liście, geografia budzi wątpliwości
Polski język figuruje wśród języków obsługiwanych przez tłumaczenie na żywo, obok czeskiego, ukraińskiego i większości języków europejskich. Gorzej z dostępnością terytorialną. Funkcja startowała w sierpniu 2025 roku tylko w Stanach Zjednoczonych, Indiach i Meksyku, a marcowe rozszerzenie na iOS objęło kolejne kraje, wśród których Polski nie było.
Czerwcowy komunikat o modelu Gemini 3.5 Live Translate mówi już o globalnym wdrożeniu w aplikacji Tłumacza, a aktualna strona pomocy Google nie zawiera listy krajów, która widniała tam wcześniej. Google nie ogłosił jednak osobno startu funkcji w Polsce, więc jedyny pewny sposób sprawdzenia to zaktualizowanie aplikacji i sprawdzenie, czy przycisk tłumaczenia na żywo działa na własnym telefonie.
Nierozstrzygnięta zostaje też kwestia, o którą Google w komunikacie nie zahaczył: ile baterii i transferu zjada sesja utrzymywana w tle. Przy tłumaczeniu trwającym kilkanaście minut, a takie firma sama podaje jako typowe, to pytanie zada sobie każdy, kto podróżuje bez powerbanka.





