Spalone kości drobnych zwierząt leżały około 30 metrów w głąb jaskini, daleko poza zasięgiem jakiegokolwiek pożaru buszu. Ktoś musiał ten ogień tam przynieść.
Tak wynika z analizy opublikowanej 1 czerwca 2026 roku w „PLOS One” przez międzynarodowy zespół badaczy z Hiszpanii, Argentyny, Kanady, USA, RPA, Portugalii i Izraela. Naukowcy zbadali kości z jaskini Wonderwerk w Republice Południowej Afryki i datowali ślady ognia na przedział od 1,07 do 1,79 miliona lat temu. To jeden z najstarszych znanych śladów posługiwania się ogniem przez przodków człowieka.
Wcześniej najstarszy pewny dowód użycia ognia w Wonderwerk pochodził z warstwy datowanej na około milion lat – opisał go w 2012 roku ten sam projekt badawczy. Nowa praca sięga do głębszych, starszych osadów i cofa tę granicę o setki tysięcy lat. Sprawcami byli najpewniej przedstawiciele Homo erectus, twórcy wczesnego aszelu (kultury kamiennej z charakterystycznymi pięściakami).
Kości, które zdradza światło
Sednem pracy jest nowa metoda wykrywania spalenia kości. Badacze oświetlali skamieniałości wąskim niebieskim światłem o długości fali 455 nanometrów, a obserwowali je przez czerwony filtr odcinający krótsze fale. Kości, które kiedyś znalazły się w ogniu, świeciły wtedy na czerwono. Niespalone gasły.
Mówiąc prościej: rozgrzana kość zaczyna sama wysyłać światło o innej barwie niż to, które na nią pada, a zwykła kość tego nie robi. Metoda jest nieinwazyjna, szybka i przenośna, więc da się nią przebadać setki okazów bez ich niszczenia. Wyniki badacze potwierdzali niezależnie spektroskopią w podczerwieni (FTIR), techniką stosowaną w archeologii do wykrywania śladów wysokiej temperatury.
Zespół przebadał 161 kości drobnych ssaków z dwóch warstw jaskini. To jedna z większych prób analizowanych tą metodą.

Ogień przyniesiony, nie rozpalony
Odkrycie nie znaczy, że ci ludzie potrafili rozpalać ogień na żądanie. Wszystko wskazuje na to, że zbierali go z naturalnych źródeł – pożarów sawanny albo miejsc po uderzeniu pioruna – i przenosili do jaskini, gdzie podtrzymywali go aż wygasł. Różnica jest spora, bo umiejętność rozniecania ognia pojawiła się znacznie później.
Same kości trafiły w głąb jaskini niezależnie od człowieka. Przynosiły je płomykówki, które gnieździły się w Wonderwerk i wypluwały niestrawione resztki ofiar. Wypluwki rozkładały się na miejscu i pokrywały dno jaskini gęstą warstwą. Część z nich się spaliła, gdy ludzie wnieśli ogień do środka, bo sierść i pióra dobrze się paliły. Dla badaczy to wygodny zbieg okoliczności: skoro drobne ssaki nie były pożywieniem ludzi, ich spalone kości są niezależnym śladem obecności ognia, oderwanym od resztek ludzkich posiłków.
Dr Liora Kolska Horwitz z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, współkierująca projektem badań w Wonderwerk, podsumowała wymowę odkrycia.
To pokazuje, że dawni ludzie nie byli jedynie biernymi obserwatorami naturalnych pożarów. Aktywnie obcowali z ogniem i wpletli go w swoje życie.
dr Liora Kolska Horwitz, Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie
Czego ta metoda nie pokaże
Tu pojawia się zastrzeżenie. Luminescencja nie działa na czarne, zwęglone kości, bo te pochłaniają całe światło, więc metoda ma swoje martwe pole. Dzieli też ograniczenie FTIR, który nie wychwytuje spalenia poniżej około 537 stopni Celsjusza. Datowanie najstarszej próbki opiera się na zapisie magnetycznym osadów i metodzie kosmogenicznej, a jej wiek mieści się blisko początku tak zwanego subchronu Olduvai – stąd górna granica przedziału, czyli około 1,8 miliona lat.
W Wonderwerk nie znaleziono dowodów na gotowanie. Obraz, jaki wyłania się z badań, to oportunistyczne korzystanie z ognia: ludzie przynosili go z zewnątrz i utrzymywali, ale nie panowali nad nim tak, jak późniejsze pokolenia. Sama zdolność przeniesienia żaru w głąb jaskini i utrzymania go przy życiu oznaczała dużą zmianę w zachowaniu wczesnych ludzi, bo wcześniej ogień był dla nich zjawiskiem, na które nie mieli wpływu.
Autorzy zapowiadają, że tę samą technikę można zastosować na innych stanowiskach, nawet w terenie i po zmroku, z czerwonymi filtrami w goglach. Jeśli zadziała gdzie indziej, granica najstarszych śladów ognia może przesunąć się ponownie.





