Samsung ledwo zdążył wypuścić na rynek swojego pierwszego potrójnie składanego smartfona, a w sieci już krążą plotki o jego następcy. Galaxy Z TriFold 2 ma być nie tylko smuklejszy i lżejszy od oryginału, ale też pozbawiony czegoś, co od lat uważamy za oczywistość – portu ładowania USB-C. Brzmi odważnie? A może szalenie? Sprawdźmy, co wiemy.
Najpierw krótkie przypomnienie – czym był oryginał?
Galaxy Z TriFold to pierwszy w historii Samsunga smartfon, który składa się na trzy części. Po rozłożeniu daje 10-calowy ekran Dynamic AMOLED – czyli z telefonu robi się mini-tablet. Napędzał go Snapdragon 8 Elite, miał 16 GB RAM-u, aparat 200 Mpix i baterię 5600 mAh rozłożoną w trzech ogniwach.
Urządzenie zadebiutowało w Korei Południowej 12 grudnia 2025 roku, a pod koniec stycznia 2026 trafiło do USA za 2899 dolarów. I tu ważna informacja – Samsung właśnie wycofuje TriFolda ze sprzedaży. Po zaledwie trzech miesiącach na rynku firma potwierdziła, że nie będzie uzupełniać zapasów. Jak ktoś chce, może jeszcze upolować sztukę w sklepach stacjonarnych Samsunga, ale to już wyścig z czasem.
To nie znaczy, że TriFold był porażką. Analitycy zgodnie twierdzą, że od początku był pomyślany jako pokaz technologiczny – coś w stylu konceptu na kółkach w świecie aut. Samsung chciał pokazać, że potrafi, zebrać opinie użytkowników i na tej bazie budować kolejną generację.
TriFold 2 – co się zmieni?
Według informacji kanału GregglesTV na YouTube, następca ma pójść w kierunku jeszcze smuklejszej i lżejszej konstrukcji. Samsung podobno przeprojektował wewnętrzne podzespoły i panele zewnętrzne, żeby ściąć gramy i milimetry – bo przyznajmy, oryginał z wagą ~309 gramów i 12,9 mm grubości po złożeniu nie był leciutki.
Ale to nie grubość jest tu najciekawsza. Największą bombą jest plotka o usunięciu portu USB-C na rzecz magnetycznego ładowania bezprzewodowego o mocy do 50 W (watów – to moc ładowania, im więcej, tym szybciej telefon się ładuje).

Życie bez USB-C – raj czy koszmar?
Bezprzewodowe ładowanie jest wygodne – kładziesz telefon na podkładce i tyle. Problem w tym, że wciąż jest mniej wydajne niż kabel. Wystarczy lekko przesunąć telefon na ładowarce i już ładuje wolniej albo wcale. Dla porównania – oryginał TriFold obsługiwał przewodowe ładowanie 45 W i uzupełniał baterię do 50% w około pół godziny. Magnetyczne mocowanie mogłoby rozwiązać problem pozycjonowania (działa to podobnie jak MagSafe w iPhone’ach), ale 50 W bezprzewodowo to wciąż ambitny cel.
Przesyłanie danych i akcesoria
Bez fizycznego portu odpada szybki transfer plików kablem, podłączenie pendrive’a czy adaptera do zewnętrznego monitora. Owszem, większość z nas i tak wysyła pliki przez chmurę albo Bluetooth, ale są sytuacje – na przykład w podróży – gdzie kabel USB-C to ratunek.
Trwałość baterii
Ładowanie bezprzewodowe generuje więcej ciepła niż przewodowe. A ciepło to wróg baterii litowych – przyspiesza ich degradację. Przy urządzeniu za potencjalnie kilkanaście tysięcy złotych to coś, o czym warto pomyśleć.
Kompromis? Port z tyłu
Samsung podobno rozważa też wariant pośredni – przeniesienie USB-C na tył obudowy. Dzięki temu profil boczny byłby idealnie gładki (co pomaga przy tak cienkiej konstrukcji), a użytkownicy wciąż mieliby fizyczne złącze. Sprytne, choć trochę dziwne w codziennym użytkowaniu.
A co z Unią Europejską?
Tu robi się naprawdę ciekawie. Od końca 2024 roku Unia Europejska wymaga, żeby wszystkie smartfony sprzedawane na jej terenie miały port USB-C. To słynna dyrektywa o wspólnej ładowarce (Directive 2022/2380), która objęła telefony, tablety, aparaty, słuchawki i mnóstwo innych sprzętów. Od kwietnia 2026 obowiązek dotyczy też laptopów.
Ale – i to kluczowe „ale” – przepisy mówią o urządzeniach ładowanych przewodowo. Jeśli Samsung wypuściłby telefon w pełni bezportowy, ładowany wyłącznie bezprzewodowo, to technicznie mógłby ominąć ten wymóg. To swego rodzaju luka prawna, z której w przyszłości mogą próbować skorzystać producenci.
Pytanie, czy klienci to zaakceptują. Bo jedno to kupić premium gadżet bez portu za 3000 dolarów, a drugie – pogodzić się z tym, że do niczego go nie podłączysz kablem.
A co z Polską?
Zanim zaczniecie liczyć oszczędności – mała szklanka zimnej wody. Pierwszy TriFold nigdy oficjalnie nie trafił do Polski ani do żadnego kraju w Unii Europejskiej. Samsung ograniczył sprzedaż do Korei, USA, Chin, Tajwanu, Singapuru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Polskie portale technologiczne szacowały, że gdyby TriFold pojawił się nad Wisłą, kosztowałby od 12 800 do nawet 14 300 zł. Dla porównania – Galaxy Z Fold 7 startował w Polsce od 8799 zł.
Czy TriFold 2 trafi do Europy? Na ten moment to wielka niewiadoma. Jeśli Samsung faktycznie zrezygnuje z USB-C, to kwestia regulacji unijnych może paradoksalnie pomóc (bo urządzenie nie podlegałoby dyrektywie o wspólnej ładowarce) albo zaszkodzić (bo klienci mogą nie chcieć telefonu bez portu). W każdym razie – gdyby trafił do Polski, mówimy prawdopodobnie o cenie znacznie przekraczającej 13 000 zł.
Konkurencja nie śpi
Samsung jest liderem wśród składanych smartfonów, ale nie jedynym graczem. Huawei już ma na rynku Mate XT Ultimate Design – też potrójnie składanego, choć z inną filozofią (składa się na zewnątrz). Honor i inne chińskie marki pracują nad własnymi projektami.
Przewaga Samsunga polega na oprogramowaniu (One UI, integracja z Galaxy AI, tryb DeX) i globalnej sieci serwisowej. Ale w segmencie ultra-premium za ponad 10 000 zł każdy błąd kosztuje – w dosłownym sensie.
Podsumowanie
Galaxy Z TriFold 2 to na razie zbiór plotek i przecieków, ale kierunek jest jasny – Samsung chce przesuwać granice tego, co możliwe w składanych smartfonach. Usunięcie portu USB-C byłoby odważnym ruchem, który może się albo pięknie opłacić, albo zrazić sporą część klientów. Jedno jest pewne – Samsung nie zamierza grać bezpiecznie.
Dajcie znać w komentarzach – kupilibyście smartfon bez portu ładowania? Czy to przyszłość, czy szaleństwo?




