Uzależnienie od AI jak od narkotyków? Pozwy sypią się jak grzyby po deszczu

Przez lata branża mediów społecznościowych rosła w cieniu pytania, które politycy i rodzice zadawali coraz głośniej: kto odpowiada za to, że algorytmy wciągają dzieci jak bagno? Dziś to samo pytanie wraca pod adresem firm tworzących chatboty AI. Tym razem pada z sal sądowych, nie z sal kongresowych.

Pozwy zamiast ustaw

1 czerwca 2026 roku Florida jako pierwszy stan USA złożyła pozew przeciwko OpenAI i jego CEO Samowi Altmanowi. Liczący 83 strony dokument, sygnowany przez prokuratora generalnego stanu Jamesa Uthmeiera, wymienia Altmana personalnie i zarzuca firmie świadome ukrywanie ryzyk związanych z ChatGPT. Wśród zarzutów: ułatwianie planowania zamachów, zachęcanie do samobójstw oraz uzależnianie małoletnich od narzędzia, które „udaje ludzką empatię, żeby zbierać ich dane bez nadzoru rodziców”. Uthmeier zażądał procesu przed ławą przysięgłych i zapowiedział, że spodziewa się przyłączenia kolejnych stanów.

To nie pierwszy taki ruch. 8 stycznia 2026 roku prokurator generalny Kentucky Russell Coleman złożył pozew przeciwko Character Technologies, właścicielowi platformy Character.AI. Jako pierwszy w USA skierował sprawę do sądu, zarzucając firmie, że jej chatboty „polują na dzieci i prowadzą je do samookaleczenia”. W maju dołączyła Pensylwania z innym zarzutem: chatboty platformy podawały się za licencjonowanych psychiatrów i wystawiały diagnozy. Jeden z botów podał nawet sfabrykowany numer licencji.

Łącznie przeciwko OpenAI wpłynęło już ponad 20 prywatnych pozwów. Rodziny ofiar strzelaniny w Tumbler Ridge w Kanadzie (luty 2026), rodziny siedmiu osób, w tym jednej nastolatki, które popełniły samobójstwo lub doznały trwałych urojeń po interakcjach z ChatGPT, a także rodziny ofiar strzelaniny na Florida State University twierdzą, że napastnik przez osiem miesięcy planował atak właśnie za pomocą chatbota.

Produkt wadliwy czy nieszczęśliwy efekt uboczny?

Dr Ayelet Gordon-Tapiero z Benin School of Computer Science and Engineering na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie proponuje zmianę sposobu myślenia o tej kwestii. W jej ocenie uzależnienie emocjonalne, manipulacyjne zachowanie chatbota i destrukcyjne wzorce interakcji nie są wypadkami przy pracy. To potencjalne wady produktu, które mogą i powinny rodzić odpowiedzialność prawną producenta. Fundamentem tej tezy jest precedensowe orzeczenie sądu w sprawie Garcia v. Character Technologies, w którym sędzia uznał, że chatbot AI powinien być traktowany jako produkt w rozumieniu prawa odpowiedzialności produktowej. To otwiera drogę do pozwów opartych na doktrynie product liability, tej samej, która przez lata działała przeciwko producentom wadliwych samochodów czy leków.

Gordon-Tapiero przywołuje też doktrynę bezpodstawnego wzbogacenia (unjust enrichment) jako narzędzie pozwalające odebrać firmom zyski wypracowane kosztem szkód wyrządzonych użytkownikom. Pociągający w tej argumentacji jest nie tyle sam mechanizm prawny, ile logika stojąca za nim: projektowanie uzależnienia nie jest nieplanowanym skutkiem ubocznym. To wynik dekad badań nad interakcją człowiek-komputer, celowo stosowanych w budowie zaangażowania użytkowników.

Nie chodzi wyłącznie o małe firmy. Wewnętrzne dokumenty Microsoftu, na które powołuje się TechRadar, ujawniły plany projektowania asystenta AI z myślą o „uzależnianiu” użytkowników. Brzmi to znajomo dla każdego, kto śledził historię mediów społecznościowych i ich nieskończonego przewijania.

Ta ścieżka jest już przetarta

W marcu 2026 roku sąd w Los Angeles uznał Metę i YouTube za odpowiedzialne za krzywdy wyrządzone 20-letniej Kaley, która jako dziecko trafiła na algorytmicznie podsycaną pętlę uzależnienia. Przysięgli nakazali obu firmom łącznie zapłacić 6 milionów dolarów odszkodowania. Dzień wcześniej ława przysięgłych w Nowym Meksyku zobowiązała Metę do wypłaty 375 milionów dolarów za naruszenie stanowego prawa ochrony konsumentów i brak skutecznych zabezpieczeń przed drapieżcami seksualnymi na Instagramie i Facebooku.

Te wyroki nie są przypadkowym zbiegiem okoliczności. Sygnalizują, że ławy przysięgłych są gotowe pociągać platformy cyfrowe do odpowiedzialności za projektowanie uzależnienia, a AI zmierza tą samą ścieżką co media społecznościowe kilka lat wcześniej. Przemysł tytoniowy i farmaceutyczny przez dekady wydawały się zbyt duże i zbyt dobrze zakorzenione, żeby przegrać w sądzie. Aż przestały.

Zdjęcie poglądowe AI

Regulacja przez sądy: szybciej niż parlament

Gordon-Tapiero wskazuje na istotną przewagę regulacji przez sądy nad klasyczną legislacją: elastyczność. Ustawa wymaga miesięcy lub lat pracy parlamentarnej, zanim wejdzie w życie, a technologia w tym czasie zdąży się zmienić kilkakrotnie. Sąd może zastosować istniejące doktryny prawne do nowej technologii w ciągu miesięcy od złożenia pozwu. Takie podejście sprawdza się w krajach common law, nie tylko w USA, ale i w Wielkiej Brytanii.

Równolegle poszczególne stany budują własne przepisy. California SB 243, obowiązujące od stycznia 2026 roku, nakłada na operatorów chatbotów-towarzyszy obowiązek informowania użytkowników o sztucznym charakterze rozmówcy, prowadzenia protokołów reagowania kryzysowego i składania rocznych raportów bezpieczeństwa. Dla małoletnich użytkowników regulacja jest ostrzejsza: przypomnienia o sztucznej naturze chatbota co trzy godziny i aktywne zachęty do robienia przerw. Naruszenia mogą kosztować do tysiąca dolarów od każdego przypadku, a prawo do pozwu przysługuje też osobom prywatnym, co dramatycznie zwiększa ryzyko prawne dla firm.

Na poziomie federalnym Kongres USA rozważa ustawę całkowicie zakazującą chatbotom-towarzyszom obsługi niepełnoletnich. 42 prokuratorów generalnych stanów wysłało w grudniu 2025 roku wspólny list do firm AI, ostrzegając przed „sycofantycznymi i urojeniowymi” odpowiedziami chatbotów i zapowiadając działania prawne, jeśli firmy nie wdrożą zabezpieczeń.

Granica odpowiedzialności

Pytanie o to, gdzie kończy się odpowiedzialność firmy, a zaczyna odpowiedzialność użytkownika, pozostaje otwarte. OpenAI w odpowiedzi na pozew Florydy oświadczyło, że wdrożyło zabezpieczenia dla młodych użytkowników, w tym bardziej ochronne środowisko i narzędzia monitorowania dla rodziców. Character.AI podkreśla fikcyjny charakter tworzonych przez użytkowników postaci i wskazuje na wyraźne zastrzeżenia widoczne w każdym oknie czatu.

Gordon-Tapiero nie wierzy, że regulacja sama w sobie rozwiąże problem. W jej ocenie edukacja pozostaje najskuteczniejszym narzędziem zmiany: jeśli użytkownicy zrozumieją mechanizmy projektowania uzależnienia i zaczną od platform żądać technologii sprzyjającej relacjom międzyludzkim, firmy będą miały finansowy powód, żeby zmienić podejście. Regulacja i sądy mogą wyznaczać granice. Przekroczyć je musi rynek. Pytanie, czy zdąży zanim kolejne wyroki wytyczą te granice za niego.

Podziel się artykułemFacebookXBlueskyWykopTelegram
Arycjusz

Piszę o technologii, cyberbezpieczeństwie i sztucznej inteligencji w CyberImpuls. Skomplikowane tematy tłumaczę prostym językiem, bez zbędnego żargonu. Najbardziej kręcą mnie nowe modele AI, prywatność w sieci i sprzęt, który realnie zmienia codzienność. Prywatność traktuję serio w sieci i u siebie. Dlatego piszę pod jednym, stałym podpisem.

https://cyberimpuls.pl